Czujesz motyle w brzuchu przed debiutem na Mistrzostwach Europy?
– Im bliżej naszego startu w turnieju, tym emocje są coraz silniejsze. Gdy byliśmy na zgrupowaniu w Madrycie, nie czuliśmy jeszcze tej atmosfery. Po przyjeździe do Francji wszystko się zmieniło. Chcemy już wystartować, grać i wygrać wszystko. Nasz czas jest coraz bliżej.
Porażka z Gruzją została sklasyfikowana jako wypadek przy pracy. Jakie są wnioski po tamtym meczu?
– Przeanalizowaliśmy tamto spotkanie i choć popełniliśmy w nim sporo błędów, to było także kilka pozytywnych rzeczy. Nie można myśleć tylko o tym, co nie wyszło; trzeba też patrzeć na to, co poszło jak powinno. Często po takich porażkach mówi się tylko o złych stronach, nazywa to katastrofą. Rzeczywistość jest jednak inna. Z jednej strony był to towarzyski mecz z rywalem, który na papierze jest od nas gorszy. Z drugiej jednak to tylko futbol, nie ma w nim nic pewnego. Czasem po prostu się nie wygrywa, nieważne jak mocno się stara.
Jak czuje się piłkarz po przejściu od zwycięstwa 6-1 nad Koreą Południową do przegranej 0-1 z Gruzją?
– Gdy gramy dobrze i wygrywamy, jesteśmy nazywani wspaniałymi; gdy przegrywamy, okazujemy się być bezużyteczni i słabi. Hiszpania to kraj skrajności, podczas gdy faktyczny stan rzeczy jest inny. Nikt na to jednak nie patrzy. Trzeba doceniać nasz zespół, bo cały czas się rozwijamy i wspólnie idziemy w dobrym kierunku.
Obawiasz się, że Czesi postanowią skopiować grę Gruzinów?
– Nie wiem, jak oni podejdą do tego meczu i jak je zagrają, ale musimy patrzeć na siebie. Gdy gramy dobrze, operujemy szybko piłką, gramy na jeden-dwa kontakty i jesteśmy skuteczni pod bramką rywali, ciężko z nami wygrać.
Pamiętasz przegrane spotkanie z Viktorią Pilzno, która z Pavlem Vrbą na ławce wygrała z Atlético kilka temu?
– Mam za sobą tyle meczów, ciężko ot tak przywołać każde z nich…
Dla ciebie to pierwsze Euro, dwa lata po katastrofie w Brazylii. Jak podchodzisz do tego turnieju?
– Z ogromnymi nadziejami i chęciami. Po – że tak powiem – małym niepowodzeniu w finale Ligi Mistrzów naprawdę bardzo chcę dać z siebie wszystko we Francji i wygrać to trofeum. Triumf z reprezentacją Hiszpanii byłby najważniejszym i najlepszym momentem w mojej dotychczasowej karierze.
Widzisz tegoroczne Euro jako niezwykle otwarte zawody?
– To długi turniej. Im więcej ma się sił i jakości na ławce, tym większe są szanse na zwycięstwo w finale. Żeby móc mówić o faworytach, trzeba poczekać i zobaczyć jakimi rozstrzygnięciami zakończą się pierwsze mecze.
Jak wygląda Hiszpania?
– Wielu znakomitych piłkarzy nie dostało się do ostatecznej kadry, która jest wspaniała. Jesteśmy bardzo dobrym zespołem i ktokolwiek dostanie szansę od trenera, da z siebie wszystko na boisku i nie zawiedzie. Najważniejsze jest to, by nie było widać różnicy gdy ktoś z rezerwowych zastąpi kogoś z wyjściowego składu.
Czego brakuje Hiszpanii, aby widzieć w niej tego błyskotliwego Koke z Atlético?
– Za każdym razem staram się dawać z siebie wszystko w reprezentacji. To prawda, że grany jest w niej inny futbol, przez co i moja gra wygląda nieco inaczej. Niemniej zawsze mam ogromną chęć, by pomagać swoimi występami i obiecuję dać z siebie maksimum we Francji.
Zapomniałeś już o porażce w Mediolanie?
– Nie, ciężko zapomnieć o czymś takim. Niemniej siłą piłki nożnej jest to, że takie porażki czynią cię jeszcze silniejszym.
Szkoda karnego wykonywanego przez Juanfrana…
– Cóż, na boisku nawet tego nie widziałem. Musiałem zejść w 117. minucie z powodu urazu, inaczej mógłbym nabawić się poważnej kontuzji. Juanfranowi należy się jednak ogromny szacunek. W serii jedenastek miał pecha, ale gdyby nie jego świetna asysta, być może nie byłoby nawet dogrywki.
Zabrakło wam odwagi?
– Gdyby Antoine strzelił karnego lub gdybyśmy wykorzystali jeszcze jakąś z okazji, które mieliśmy, to może byśmy wygrali. Tego się jednak nigdy nie dowiemy.
Wielu ludzi mówi, że skoro nie wygraliście tego finału, to już nigdy tego nie zrobicie.
– Nie, absolutnie się z tym nie zgadzam. To samo mówiono dwa lata temu po porażce w Lizbonie, a tymczasem szybko doszliśmy znowu do finału. Wierzymy w nasz zespół i znamy wartość piłkarzy, którzy grają w naszym zespole. Nadszedł czas dla Atlético, by ponownie zagrać w finale Ligi Mistrzów i w końcu go wygrać.
Jesteś pewien, że Simeone zostanie?
– Tak myślę, choć oczywiście nie wiem, co się stanie. Teraz jest na wakacjach i zasłużenie odpoczywa. Nikt nie lubi przegrywać, a teraz jest czas na przemyślenia. Myślę, że nadal będzie naszym trenerem, bo ma tu do dyspozycji wspaniałą ekipę, która chce pracować pod jego okiem i dalej się rozwijać.
Byłeś zaskoczony tym, co Cholo powiedział po finale?
– Myślę, że nikt się tego nie spodziewał. Zawsze na każdym kroku powtarza, że jest szczęśliwy w Atlético, że uwielbia piłkarzy, kibiców. Niemniej porażki skłaniają do myślenia. Nie jest to moment słabości. Równie dobrze te słowa mogły paść po wpadce z Levante.